środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 2

Moje przypuszczenia się powiodły i niestety się obudziłam. I co? Mam iść tak po prostu do szkoły? O nie! Co to,to nie! Zostaję w domu.
***
Jak powiedziałam tak zrobiłam. Ma to swoje plusy i minusy. Minus jest taki że żeby nie iść do szkoły musiałam powiedzieć mamie co się stało wczoraj, ale jest też plus że nie musze się bać i wstydzić wchodząc tam,jednak kiedyś będę musiała tam wrócić. I stanąć twarzą w twarz z upokorzeniem. Pewnie zadajecie sobie teraz pytanie czemu upokorzenie? Kiedyś ktoś się dowie i rozniesie się to po całej szkole. Tak bardzo tego nie chce. Nigdy nie byłam wyśmiewana w szkole. Jasne. Nie miałam zawsze najlepszych butów czy ubrań, ale nigdy nikt się ze mnie nie śmiał. Teraz będą mówić pewnie coś w stylu "zarabia dupą na opinię u nauczycieli,dziwka" itd. Nawet nie wiem kiedy łzy zaczęły lać się ciurkiem przypominając rzekę.
W domu posiedziałam jeszcze 2 dni,żeby chociaż trochę przesiedzieć to najgorsze.
***
Nadeszła środa. Postanowiłam rzeczywiście iść już do szkoły,bo do nadrabiania było coraz więcej,a ja nie chce mieć zaległości.
Obudził mnie głos smsa. Przetarłam oczy,żeby zobaczyć ekran.
-"Boże, Gab. Co się z tb dzieje?!?! Nie było cie w szkole już 2 dni!"
-" Nic się nie dzieje,a co ma się dziać?! Byłam chora,chyba,a ty co? Byłaś?"
-"Byłam właśnie. Ruszaj dupe,bo późno i do szkoły trzeba iść!!!"
-"Lece. <3 "
Od razu, jak na zawołanie wstałam i pobiegłam na dół, w celu zjedzenia czegoś. Zrobiłam sobie poranną kawę,usiadłam na parapecie i przyglądałam się pogodzie. Jak to w Californii, zawsze słonecznie i gorąco. Po "śniadaniu" musiałam iść się jeszcze ogarnąć. Wczoraj brałam kąpiel,więc wystarczy ułożyć włosy i nałożyć trochę makijażu. Noi jeszcze jakieś ciuchy. Postawiłam na dosyć prostą kreację. Włosy podkręciłam na końcówkach, a na oczach umieściłam lekkie kreski. GOTOWA.
Chwyciłam już wcześniej spakowaną torbę i zeszłam znów na dół. Tym razem w kuchni już krzątała się mama, tata czytał gazetę popijając sypaną <dla mnie ohydną> kawę, a Josh układał sobie włosy na żel w przedpokoju. Podeszłam do niego i mocno przytuliłam. To było dziwne,ale to taki impuls, nie umiałam tego powstrzymać.
Ku mojemu zdziwieniu brat odwrócił się i oddał uścisk. Moje zdumienie miało teraz 100000000000% a ja po prostu nie mogłam uwierzyć! Mój brat to był typowy fejm szkolny. Miał wyjebane na wszystko a cała szkoła srała jak przechodził korytarzem. No cóż. Przez niego i ja byłam nieźle popularna w budzie, co mi psuło humor,bo nie znosiłam fejmów! To takie snoby,które chwalą się kasą. Nie znoszę takich ludzi!!! Wracając do uścisku był uczuciowy i czułam że pierwszy raz się tak przytuliliśmy.
-Pomożesz z tą fryzurą,bo jest beznadziejna dzisiaj,a ja musze dobrze wyglądać? - powiedział gdy już się od siebie oderwaliśmy.
-No oczywiście! - dodałam i zaczęłam układać jego brązowe włoski. Nie zajęło mi to dużo czasu,bo były perfekcyjnie obcięte, tak jak zawsze.
Coś między mną a Joshem się zmieniło,chyba naprawdę się kochamy. Nie żałuję że mam brata,cieszę się i nie zamieniłabym go na nikogo innego. Jak to zawsze mama dała nam torebki z drugim śniadaniem, w której też zawsze było 10 $ i wyszliśmy razem z domu. Kathy już czekała tupiąc rytmicznie nogą.
-Noi znowu spóźniona! Jak zwykle!
-Ona przynajmniej nie olewa szkoły jak niektórzy- wtrącił się mój brat. Nie no nie wierze że mnie broni.
-A ty się nie wtrącaj! - krzyknęła Kath widocznie zgaszona przez mojego Braciaka.
-Gab, jedziesz ze mną? Dziś debile nie jadą. - powiedział uśmiechając się do ekranu telefonu.
-Ok, możemy jechać.
-Wsiadajcie. - dodał po czym nasunął palcem na przycisk w kluczyku, który otwiera jego BMW i pojechaliśmy. W szkole nic nie było nadzwyczajne, a raczej normalne. Czyli się nie dowiedzieli o próbie gwałtu na mnie. I dobrze. Dziś wyjątkowo byłam na czas i pani nawet mnie pochwaliła. Gdy całą klasą weszliśmy do sali matematycznej zobaczyłam tego nowego.....eeee jak on tam JUSTIN! No tak!  Siedział już pilnie w NASZEJ ławce i czekał na panią wraz z nami,by zacząć lekcje. Wyglądał dokładnie tak jak wcześniej tylko sweterek miał inny. Wyglądał co najmniej komicznie,a okulary totalnie zasłaniały mu twarz.
-Czemu nie było cię 2 dni w szkole? Byłaś chora? - spytał.
-Sprawy rodzinne. - dodałam i wpadłam na świetny pomysł. Nie nadrobiłam jeszcze 2 dni matematyki,a robili sporo zadań. - Ejjj,przepraszam że cie o to pytam,ale czy pomógłbyś mi z matematyką? Poszliście już bardzo do przodu a jednak mnie nie było na 4 matematykach (mamy po dwie na dzień). Nie wyrabiam z materiałem.
-O,jasne że pomoge. To może przyjdziesz do mnie po szkole?
-Ok,mi pasuje, to może o 17?
- Ok, to mój adres. - podał mi małą,białą karteczkę.
-Dzięki.
Ten pomysł był świetny! Pomoże mi z materiałem,a ja nie będę na lekcji siedzieć jak tuman, tylko będę coś, cokolwiek wiedziała. Cały dzień zleciał bardzo,ale to BARDZO szybko!
Wróciłam do domu. Odrobiłam wszystkie lekcje na jutro, a do torby wrzuciłam podręcznik i zeszyt od matematyki.
-Gdzie idziesz? -spytała mama wychodząc z salonu.
-Na korki.
-Na jakie korki?
-Nie wyrabiam z materiałem,więc kolega z klasy mi pomoże.- dodałam, założyłam do końca buty, pożegnałam się i wyszłam. Justin mieszkał dalej niż mi się wydawało i przez to się trochę tak z 10 minut spóźniłam.
Jeszcze raz zerknęłam na kartkę z adresem i zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzył mi jakiś chłopak. Zatkało mnie. Był prześliczny. Domyślam się że to brat Justina,ale zwaliło mnie na kolana.
-Emmmm,hej ja do Justina. - powiedziałam wyraźnie się rumieniąc.
-EEEEE,ale to ja...hahahaha-zaśmiał się słodko chłopak. Chwila...Co?!?! To jest Justin?! Ludzie! ie kitujcie mnie! Co się stało z tym kujonkiem?!?! Co to kurcze jest?!?!?!?!
*******************************************************
Oto rozdział 2!!!
Mam nadzieje że się podoba. Przepraszam że taki nudny ale jakoś nie miałam weny,a nie mogę tutaj ciągle nie dodawać,więc myśle że zrozumiecie i że chociaż trochę się wam spodoba <3

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 1

Jak co dzień obudził mnie głos mojego irytującego już budzika. Zwlekłam się niechętnie z łóżka, wzięłam już wcześniej przygotowane ubrania.
Powlekłam się do łazienki i wzięłam gorący prysznic. Wrzuciłam na siebie ciuszki i wyszłam z zaparowanego pomieszczenia.
Piżamy złożyłam w kostkę i wsadziłam pod poduszkę, a moje kochane,puchowe kapcie schowałam pod łóżko. Czas,aby powiadomić moją kumpele żeby się ruszyła pod okno.
(nasze domy stały obok siebie,a najlepsze było że nasze okna były naprzeciwko siebie i gdy odsłoniłam roletę widziałam co robi).
Wysłałam do niej wiadomość:
" Rusz zacne cztery literki pod okno i obczaj czy mogę tak iść ubrana do szkoły ...<3"
Na reakcje mojej najlepszej przyjaciółki nie musiałam długo czekać bo po niecałej minucie otrzymałam wiadomość:
-" W każdym stroju możesz się pokazać,bo jesteś po prostu śliczna! Jeszcze śpię. Branoc<3"
- "Nie znasz się i tyle. Idę się spytać mojego braciszka. On mi doradzi. Wstawaj! Już!"
- " Ok. :))))) Ale na wstawanie  nie masz co liczyć!"
- "Ok, pojade z Joshem. Bez łaski!"
Bo przemiłej rozmowie z Kathy poszłam rzeczywiście do mojego brata po radę.
Powoli otworzyłam drzwi od jego pokoju, aż wkońcu do niego weszłam.
-Hej, co chcesz? - spytał nadal wgapiając się w lustro poprawiając sobie włosy.
-Hej. Chciałabym ci zadać 2 pytania.
-Dawaj.
- Po 1: Jak wyglądam? A po 2: Chciałbyś mnie zawieść do szkoły?
-Więc: Wyglądasz super! Ale nie masz co liczyć, że narobię sobie siary i cię zawiozę do szkoły.
-Proszeeeeeeee! Nie chce jechać tym obskurnym autobusem!
-Co ja będę z tego miał?
-Dozgonną wdzięczność i emmmm...załatwię ci numer tej Patty z mojej drużyny.
-Lubię z tobą robić interesy.
-Ja również. - dodałam i poprawiłam lekko grzywkę. -Jedziemy?
-Jasne!
Pożegnaliśmy się z rodzicami i wraz z kumplami mojego brata, czyli Matt'em i Jasonem pojechaliśmy do szkoły.
Droga nie była długa,ale bardzo i to bardzooo męcząca, bo jego koledzy ciągle nawijali o jakiś zespołach. Kiedy już dojechaliśmy pożegnałam się z  "kolegami" Josha zwykłym przytulasem , a do brata rzuciłam zwykłe "cześć"i wyszłam z czarnego BMW.
Pewnie dziś nie planowali iść do szkoły...
***
Wparowałam do klasy zdyszana jak nigdy. W końcu 4 piętro szkoły to nie byle co. Szczerze mówiąc chciałam ominąć tą lekcje, a była nią matma. Nienawidziłam matmy! To dla mnie jak jakaś czarna magia.
A więc wparowałam do klasy trzaskając przy tym mocno drzwiami o ściane. Na szczęście nie działo się nic nadzwyczajnego. Usiadłam do <jak zwykle> mojej pustej ławki i wyrównywałam oddech.
-Panno Price. W tej szkole obowiązują jakieś zasady. Mniej więcej chodzi mi o spóźnienie,które wpisuje ci po raz...-zajrzała do dziennika - po raz piąty. To oznacza obniżone sprawowanie, panno Price czy będzie pani łaskawa więcej się nie spóźniać?
-Oczywiście proszę pani. - uśmiechnęłam się ironicznie.
Po jakiś niecałych 5 minutach do naszej klasy wszedł pan Dyrektor z nowym uczniem. Tak,tak ta jędza coś tam wspominała,że będzie z nami do klasy chodził jakiś nowy.
-Dzień dobry wam, uczniowie. To jest nowy uczeń - Justin.
Więc niejaki Justin z tego co usłyszałam przepisał się z innej szkoły tutaj. No on w tej szkole nie będzie miał życia. To mu gwarantuje.
No bo błagam, już sam wygląd odpycha. Jakiś sweterek,pod tym biała koszula i spodnie w kant. Włosy zaczesane na dół i jakieś wielkie czarne gogle. Stylowy kujonek.
***
-Justin zajmij miejsce...emmmmm,może obok panny Price. Naszej spóźnialskiej królewnie. - boziu co za jędza. Nie dość że będę miała obniżone sprawowanie, to jeszcze będę tracić reputacje przez tego kujonka. Wszyscy w klasie wydali tylko z siebie takie 'UUUUUUUUUUUUUUU'. No to super. Teraz i ja mam przesrane.
Chłopak zajął miejsce i rozpoczęła się lekcja.
-Emmmm......wiesz,nie kupiłem jeszcze książek, czy mogłabyś użyczyć mi swoje? - chłopak lekko się przysunął żeby widzieć zadania, i zapisywał wszystko pilnie do zeszytu.
-Ok,prosze - odpowiedziałam grzecznie i podsunęłam mu książke. Oczywiście grzeczność była ironiczna,bo nie chciałam żeby sobie bóg wie co o mnie pomyślał.
Cała lekcja minęła nadzwyczajnie szybko i bezboleśnie <mam na myśli chodzenie do tablicy>.
Ogólnie dzisiejszy dzień nie był taki zły jak przypuszczałam.
***
Po powrocie do szkoły jak to zwykle odrobiłam lekcje. Dochodziła 18, z czego wynikało że mam 10 minut,żeby dobiec na trening.
Chwyciłam wcześniej zapakowaną torbę i zbiegłam na dół.
-Ty jeszcze nie poszłaś? - spytał tata i spojrzał na mnie spod laptopa.
-Właśnie ide. Miałam mase lekcji. - rzuciłam i wybiegłam z domu.
Tak naprawdę kochałam sport,ale myśl że musze znów wracać do tej budy na trening psuło mi humor. Byłam już spóźniona ze 3 minuty.
Przebrałam migiem na siebie moją kochaną za dużą bluzkę z napisem "I love sport", i moje świetne spodenki z Pumy. Na nogi wrzuciłam moje Adidasy, a włosy upięłam w kitka na czubku głowy.
Do ręki chwyciłam wodę i moją Mp4 i poleciałam na sale, w której już były zajęcia.
Jak się okazało na salce,w której zawsze biegamy nikogo nie było. Nie ukrywam że mnie to zdziwiło.
-Pewnie są na dworze. Przecież jest ładna pogoda. - pomyślałam i poszłam do tylnego wyjścia,które prowadziło na ogromną bieżnie wokół szkoły. Tam również ich nie było. Czy możliwe żeby trener zapomniał mnie poinformować?
Wróciłam zrezygnowana do szatni i powoli zaczęłam się przebierać.
Nagle poczułam czyjś dotyk  na moim nagim brzuchu i gwałtowne przypchnięcie do ściany. Mój strach nie znał granic.
Już dobrym, i bardzo starym trikiem koszykarskim uwolniłam się z uścisku,tak że stałam teraz twarzą w twarz ze sprawcą. Moje oczy nie mogły uwierzyć. To był mój trener!
-No mała chyba trenowałaś troszeczkę. Może potrenujemy razem,ale chyba nie mam na myśli koszykówki. -przypchnął mnie znów do ściany chwytając za nadgarstki. Byłam okropnie przerażona. Ten koleś jeszcze wczoraj normalnie trenował ze mną i z dziewczynami kosza a dziś? Dziś jest potworem. Potworem,który chce mnie zgwałcić! Użyłam tyle siły ile tylko miałam i zaczęłam się drzeć jak nigdy. Na moje szczęście przebiegł pan Thomson, ochroniarz.
Oderwał go ode mnie i pare razy pożąnie uderzył. To był jakiś koszmar. Gdy 'mój trener' leżał już nieprzytomny wezwał karetkę i podbiegł od razu do mnie.
-Dziecinko,nic ci nie jest? Wszystko dobrze? - spytał. Ja stałam tam zapłakana w jakimś transie i ciągle miałam przed oczami tego sukinsyna.
-Wszystko dobrze. - powiedziałam i ubrałam na siebie wcześniejsze ubrania.
Syn pana Thomsona- Jake zawiózł mnie do domu i odprowadził pod same drzwi.
-Na pewno dobrze się czujesz?
-Tak. Już tak, dziękuję. -dodałam i weszłam do domu. Rodzicom nic nie odpowiedziałam,a tak jak stałam tak położyłam się i marzyłam żeby jutro nie wstać, żeby się nie obudzić.
*************************************************
I oto rozdział 1!
Mam nadzieje, że chociaż trochę się wam podoba.
Prosze o jakiekolwiek komentarze,bo to naprawdę ważne.
Z góry dzięki <3

niedziela, 16 czerwca 2013

Heloł!

Siemka!
O to mój nowiutki bloggg!!!
Będę w nim pisała opowiadanie.
Wszystkie moje siorki <beliebers> teraz czas na was!
O to opowiadanie o Justinie..<3
Myślę że wam się spodoba...
Oczekujcie 1 rozdziału...niebawem się pojawi..