Jak co dzień obudził mnie głos mojego irytującego już budzika. Zwlekłam się niechętnie z łóżka, wzięłam już wcześniej przygotowane ubrania.
Powlekłam się do łazienki i wzięłam gorący prysznic. Wrzuciłam na siebie ciuszki i wyszłam z zaparowanego pomieszczenia.
Piżamy złożyłam w kostkę i wsadziłam pod poduszkę, a moje kochane,puchowe kapcie schowałam pod łóżko. Czas,aby powiadomić moją kumpele żeby się ruszyła pod okno.
(nasze domy stały obok siebie,a najlepsze było że nasze okna były naprzeciwko siebie i gdy odsłoniłam roletę widziałam co robi).
Wysłałam do niej wiadomość:
" Rusz zacne cztery literki pod okno i obczaj czy mogę tak iść ubrana do szkoły ...<3"
Na reakcje mojej najlepszej przyjaciółki nie musiałam długo czekać bo po niecałej minucie otrzymałam wiadomość:
-" W każdym stroju możesz się pokazać,bo jesteś po prostu śliczna! Jeszcze śpię. Branoc<3"
- "Nie znasz się i tyle. Idę się spytać mojego braciszka. On mi doradzi. Wstawaj! Już!"
- " Ok. :))))) Ale na wstawanie nie masz co liczyć!"
- "Ok, pojade z Joshem. Bez łaski!"
Bo przemiłej rozmowie z Kathy poszłam rzeczywiście do mojego brata po radę.
Powoli otworzyłam drzwi od jego pokoju, aż wkońcu do niego weszłam.
-Hej, co chcesz? - spytał nadal wgapiając się w lustro poprawiając sobie włosy.
-Hej. Chciałabym ci zadać 2 pytania.
-Dawaj.
- Po 1: Jak wyglądam? A po 2: Chciałbyś mnie zawieść do szkoły?
-Więc: Wyglądasz super! Ale nie masz co liczyć, że narobię sobie siary i cię zawiozę do szkoły.
-Proszeeeeeeee! Nie chce jechać tym obskurnym autobusem!
-Co ja będę z tego miał?
-Dozgonną wdzięczność i emmmm...załatwię ci numer tej Patty z mojej drużyny.
-Lubię z tobą robić interesy.
-Ja również. - dodałam i poprawiłam lekko grzywkę. -Jedziemy?
-Jasne!
Pożegnaliśmy się z rodzicami i wraz z kumplami mojego brata, czyli Matt'em i Jasonem pojechaliśmy do szkoły.
Droga nie była długa,ale bardzo i to bardzooo męcząca, bo jego koledzy ciągle nawijali o jakiś zespołach. Kiedy już dojechaliśmy pożegnałam się z "kolegami" Josha zwykłym przytulasem , a do brata rzuciłam zwykłe "cześć"i wyszłam z czarnego BMW.
Pewnie dziś nie planowali iść do szkoły...
***
Wparowałam do klasy zdyszana jak nigdy. W końcu 4 piętro szkoły to nie byle co. Szczerze mówiąc chciałam ominąć tą lekcje, a była nią matma. Nienawidziłam matmy! To dla mnie jak jakaś czarna magia.
A więc wparowałam do klasy trzaskając przy tym mocno drzwiami o ściane. Na szczęście nie działo się nic nadzwyczajnego. Usiadłam do <jak zwykle> mojej pustej ławki i wyrównywałam oddech.
-Panno Price. W tej szkole obowiązują jakieś zasady. Mniej więcej chodzi mi o spóźnienie,które wpisuje ci po raz...-zajrzała do dziennika - po raz piąty. To oznacza obniżone sprawowanie, panno Price czy będzie pani łaskawa więcej się nie spóźniać?
-Oczywiście proszę pani. - uśmiechnęłam się ironicznie.
Po jakiś niecałych 5 minutach do naszej klasy wszedł pan Dyrektor z nowym uczniem. Tak,tak ta jędza coś tam wspominała,że będzie z nami do klasy chodził jakiś nowy.
-Dzień dobry wam, uczniowie. To jest nowy uczeń - Justin.
Więc niejaki Justin z tego co usłyszałam przepisał się z innej szkoły tutaj. No on w tej szkole nie będzie miał życia. To mu gwarantuje.
No bo błagam, już sam wygląd odpycha. Jakiś sweterek,pod tym biała koszula i spodnie w kant. Włosy zaczesane na dół i jakieś wielkie czarne gogle. Stylowy kujonek.
***
-Justin zajmij miejsce...emmmmm,może obok panny Price. Naszej spóźnialskiej królewnie. - boziu co za jędza. Nie dość że będę miała obniżone sprawowanie, to jeszcze będę tracić reputacje przez tego kujonka. Wszyscy w klasie wydali tylko z siebie takie 'UUUUUUUUUUUUUUU'. No to super. Teraz i ja mam przesrane.
Chłopak zajął miejsce i rozpoczęła się lekcja.
-Emmmm......wiesz,nie kupiłem jeszcze książek, czy mogłabyś użyczyć mi swoje? - chłopak lekko się przysunął żeby widzieć zadania, i zapisywał wszystko pilnie do zeszytu.
-Ok,prosze - odpowiedziałam grzecznie i podsunęłam mu książke. Oczywiście grzeczność była ironiczna,bo nie chciałam żeby sobie bóg wie co o mnie pomyślał.
Cała lekcja minęła nadzwyczajnie szybko i bezboleśnie <mam na myśli chodzenie do tablicy>.
Ogólnie dzisiejszy dzień nie był taki zły jak przypuszczałam.
***
Po powrocie do szkoły jak to zwykle odrobiłam lekcje. Dochodziła 18, z czego wynikało że mam 10 minut,żeby dobiec na trening.
Chwyciłam wcześniej zapakowaną torbę i zbiegłam na dół.
-Ty jeszcze nie poszłaś? - spytał tata i spojrzał na mnie spod laptopa.
-Właśnie ide. Miałam mase lekcji. - rzuciłam i wybiegłam z domu.
Tak naprawdę kochałam sport,ale myśl że musze znów wracać do tej budy na trening psuło mi humor. Byłam już spóźniona ze 3 minuty.
Przebrałam migiem na siebie moją kochaną za dużą bluzkę z napisem "I love sport", i moje świetne spodenki z Pumy. Na nogi wrzuciłam moje Adidasy, a włosy upięłam w kitka na czubku głowy.
Do ręki chwyciłam wodę i moją Mp4 i poleciałam na sale, w której już były zajęcia.
Jak się okazało na salce,w której zawsze biegamy nikogo nie było. Nie ukrywam że mnie to zdziwiło.
-Pewnie są na dworze. Przecież jest ładna pogoda. - pomyślałam i poszłam do tylnego wyjścia,które prowadziło na ogromną bieżnie wokół szkoły. Tam również ich nie było. Czy możliwe żeby trener zapomniał mnie poinformować?
Wróciłam zrezygnowana do szatni i powoli zaczęłam się przebierać.
Nagle poczułam czyjś dotyk na moim nagim brzuchu i gwałtowne przypchnięcie do ściany. Mój strach nie znał granic.
Już dobrym, i bardzo starym trikiem koszykarskim uwolniłam się z uścisku,tak że stałam teraz twarzą w twarz ze sprawcą. Moje oczy nie mogły uwierzyć. To był mój trener!
-No mała chyba trenowałaś troszeczkę. Może potrenujemy razem,ale chyba nie mam na myśli koszykówki. -przypchnął mnie znów do ściany chwytając za nadgarstki. Byłam okropnie przerażona. Ten koleś jeszcze wczoraj normalnie trenował ze mną i z dziewczynami kosza a dziś? Dziś jest potworem. Potworem,który chce mnie zgwałcić! Użyłam tyle siły ile tylko miałam i zaczęłam się drzeć jak nigdy. Na moje szczęście przebiegł pan Thomson, ochroniarz.
Oderwał go ode mnie i pare razy pożąnie uderzył. To był jakiś koszmar. Gdy 'mój trener' leżał już nieprzytomny wezwał karetkę i podbiegł od razu do mnie.
-Dziecinko,nic ci nie jest? Wszystko dobrze? - spytał. Ja stałam tam zapłakana w jakimś transie i ciągle miałam przed oczami tego sukinsyna.
-Wszystko dobrze. - powiedziałam i ubrałam na siebie wcześniejsze ubrania.
Syn pana Thomsona- Jake zawiózł mnie do domu i odprowadził pod same drzwi.
-Na pewno dobrze się czujesz?
-Tak. Już tak, dziękuję. -dodałam i weszłam do domu. Rodzicom nic nie odpowiedziałam,a tak jak stałam tak położyłam się i marzyłam żeby jutro nie wstać, żeby się nie obudzić.
*************************************************
I oto rozdział 1!
Mam nadzieje, że chociaż trochę się wam podoba.
Prosze o jakiekolwiek komentarze,bo to naprawdę ważne.
Z góry dzięki <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz