wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 4

Obudziłam się całą w skorwronkach,bo po porannym smsie od Justina skojarzyłam że wczorajsze zdarzenia nie były snem i ten pocałunek miał miejsce.
" Czuje się samotny bez ciebie u boku. Kiedy będziesz? Jus xoxo"
Nic nie odpisałam tylko poleciałam pod prysznic. Umyłam się moim ulubionym żelem miodowym. Na włosy nałożyłam szampon i odżywkę vaniliową. Po ok. 10 minutach wyszłam z zaparowanego pomieszczenia owinięta jedynie ręcznikiem i pomaszerowałam do pokoju. Włączyłam laptopa i puściłam moje demo, na którym śpiewam. Piosenka ślicznie roznosiła się po moim pokoju a ja w jej rytmie  wybierałam jakieś ubranko na dzisiaj. Wkońcu wybrałam coś odpowiedniego , bo w końcu ide do szkoły, a zresztą kochałam tego czarnego fullcapa. Włosy wysuszyłam i odrobinę zakręciłam,a oczy potraktowałam kredką i eyelinerem. Tak gotowa zeszłam na dół przywitać się z rodzinką, jednak zastałam tam pustkę. CO?! Jak to możliwe że nikogo nie ma?! Spojrzałam na zegarek na ręku. CO?!?! Była już 7, a ja jeszcze nie u Jusa? Chwyciłam torebkę z drugim śniadaniem oraz torbę z książkami i  wybiegłam z domu. Chwila. Mam zostawić dom otwarty? Wróciłam się do pomieszczenia.
-JOSH!
-No?
-Zamykasz dom!
-Czemu?
-Bo ja się śpieszę,pa! - rzuciłam i pobiegłam w stronę domu chłopaka. Boże. Spóźnie się. Przecież jest już po 7. AAAAAAAAAAAAA! Tak na serio, bieganie nie sprawiało mi żadnej trudności,bo trenowałam kosza przez 8 lat. A ta gra to jest BIEGANIE za piłką,więc? To banał. Dobra. Dobiegłam do domu Jusa. Znów spojrzałam na zegarek 7.30. Rzesz! Zadzwoniłam do drzwi,po chwili otworzyła mi kobieta.
-Dzień dobry. -uśmiechnęłam się. To pewnie była jego mama.
-Dzień dobry. Do Justina,tak?
-Yhhhh,tak.
-Schodami na górę i drzwi na lewo.
-Dziękuję. - znów obdarzyłam ją uśmiechem i ruszyłam na górę. Zapukałam lekko do drzwi i powoli weszłam wgłąb.
-Hej. - powiedziałam.
-Hej,troche się spóźniłaś,ale czekałem aż mnie ubierzesz. - te słowa wywołały u mnie uśmiech.
-Ok,to zaczynamy.  -otworzyłam wielką szafę chłopaka. Było tam chyba wszystko co chłopak mógł ubrać. Śliczne i nowiutkie Fullcapy. Boziu. Wybrałam mu na dzisiaj coś zwykłego,żeby ludzie w szkole się do niego przyzwyczaili. Baiły t-shirt,czarne spodnie z krokiem i morska bluza załatwiały sprawę. Do tego parę ozdób i włosy postawione na żel. Bóstwo nie chłopak.
-Noi jak? -odwrócił się wkońcu.
-Jak bóg. - uśmiechnęłam się. Chłopak podszedł do mnie i mocno przytulił po czym lekko pocałował.
-Twój bóg. I tylko twój.- mimowolnie znów się uśmiechnęłam.
-Dobra na nas czas,no nie?
-No tak...- Szliśmy z jakieś dobre 20 minut,bo ciągle się zatrzymywaliśmy,nawet nie pytajcie po co. W końcu doszliśmy do szkoły. Justin porwał moją dłoń i ją ucałował a potem splótł ją ze swoją na oczach całej szkoły na korytarzu. Każda, dokładnie KAŻDA laska się na niego gapiła.
-Mówiłam że ja robię cuda?
-Co masz na myśli?
-Z kujonka zrobiłam SUPER OGIERA.
-Mrrrrrrrr- zamruczał,obrócił mnie na pięcie i czule pocałował. Zaczęły się szepty i pokazywanie palcem. -To tylko chwilowe. - wyszeptał. Pewnie zobaczył mój wyraz twarzy.
6 lekcji poszło z dymem. Teraz przyszedł czas na wf. Przebrałam się jako pierwsza z dziewczyn. Włosy zaczesałam w wysokiego kitka i pobiegłam już na sale. Chyba nie tylko ja się tak szybko przebrałam, bo Justin już ćwiczył rzuty do kosza. Szybko podbiegłam, podskoczyłam wysoko i chwyciłam piłkę.
-Tak to się robi. - stanęłam tyłem do kosza i rzuciłam. Trafiony!
-WOOOW,jestem pod wrażeniem. - chłopak zaczął klaskać, co znowu wprawiło mnie w uśmiech. Rzuciłam piłką w niego. Reszta klasy dotarła. Rzecz,która mnie ogromnie zdziwiła,to było to że Justin teraz ma w szkole nowych kumpli. Wcześniej ich nie miał. Szczególnie przyjaźni się z Jamesem z naszej klasy. Chyba rzeczywiście się dogadują. Na boisko wbiegły dziewczyny,co oczywiście zostało zdopingowane głośnym gwizdaniem chłopaków. Na boisku zauważyłam Kathy. Od razu do niej podbiegłam.
-Kathy? Co ty robisz na wfie? Przecież ty zawsze olewasz wf...
-Tsaaa,ale pan Smith kazał mi chociaż raz przyjść bo mi nie zaliczy przedmiotu.
-Aha?
-Widziałam cię rano z jakimś chłopakiem,ze ślicznym chłopakiem. Nie znam gościa, kto to?
-Justin. Emmmmm,ten kujonek...
-CO?! Czyli on tak wygląda w realu?
-Noooo
-Zazdroszcze. Noi przynajmniej masz z kim iść na bal,a ja jak zwykle nie mam. - No tak! Zapomniałam o balu semestralnym. Jest w sobote.
-Zobaczysz, też ci kogoś znajde...
-Obiecujesz?
-Obiecuje.
-Ok, dzisiaj gramy dziewczyny na chłopaki! - rozbrzmiał głos pana Smith'a.
-Ale w co proszę pana? - spytała Courtney,moja kumpela z treningów.
-W kosza, ma się rozumieć!- krzyknął,chociaż był obok nas. Gdy tylko padło słowo 'kosz' bardzo się ucieszyłam. Dobrze zrobi jak poćwiczę,bo już dawno nie grałam.  - Ok,kto wybija? -od razu się zgodziłam. Z chłopaków wypychali na początku Jamesa bo jest najlepszy w kosza z chłopaków,ale nie chciał więc wypchnęli ich 'nowego ziomka' Justina. Gdy tylko mnie zobaczył podszedł. - Ok,podajcię sobie dłonie i zaczynamy. Bez faulowania ma się rozumieć! - znów się wydarł. Każdy z nas podał sobie dłoń. Ostatni był Jus. Podszedł do mnie i wyszeptał mi na ucho:
-My nie podajemy sobie dłoni,robimy coś innego prawda? - uśmiechnął się szyderczo i wpił się w moje usta.
-Dobra,dosyć tego! -krzyknął nauczyciel,ale był tylko metr od nas,mógł to normalnie powiedzieć. Tak nas przestraszył że przerwaliśmy czułości i przeszliśmy do gry. -3...2...1! I start!- Justin wybił piłkę,ale ja ją szybko odebrałam,a że inne dziewczyny <oprócz Courtney>  bały się złamać sobie paznokcia odbijając piłkę,to w ogóle nie brały udziału w grze. I tak to właśnie ja i Courtney wygrałyśmy 3:2. A byłyśmy tylko 2 na 15 chłopaków. To było coś! Po udanym wf-ie poszłam pod prysznic,znów ubrałam na siebie ubrania a rzeczy od wfu wrzuciłam do mojej czarnej torby z adidasa. Noi skończyliśmy lekcje. Oczywiście musiałam czekać na Biebera,bo ten się grzebał. Wiecie czemu? Bo ganiali się z chłopakami w samych ręcznikach po całej sali. W sumie to było pociągające,ale naprawdę denerwujące,ale poczekałam. W końcu królewicz z bajki wyszedł psikając jeszcze swoim perfumem do pomieszczenia na odchodne. Wyszedł ze swoim nowym ziomkiem,Jamesem. Gdy wyszliśmy z budynku zorientowałam się że chłopak idzie w inną stronę niż ja.
-Słonko,nie idziesz ze mną? - spytałam go.
-Przepraszam, kochanie,ale musze na chwile zajść do Jamesa. Mogłabyś pójść sama?
-Ok,wporządku. - odwróciłam się na pięcie i poszłam w inną stronę.
-Nie gniewasz się,prawda? - podbiegł do mnie. Oczywiście że byłam na niego MEGA WŚCIEKŁA,bo to dzięki mnie ma teraz przyjaciół,ale nie mogę mu tego zabronić,wkońcu to facet,a nie moja zabawka.
-Oczywiście że nie,skarbie. - pogładziłam go po policzku, miałam ochotę teraz dać mu z liścia,ale nie mogłam,musiałam się hamować.
-To dobrze, Gab - musnął lekko moje usta i odszedł. AHA, Czyli to tak teraz będzie wyglądało,tak? On będzie sobie z kolegami,a ja będę sama? Ale nie,spokojnie. To w końcu Justin,a nie jakiś bachor. Trzeba się opanować,bo w końcu nie mam go na wyłączność...
*********************************************************
Ekhm....<okaszlnięcie>
No więc? Co o tym myślicie? Myślicie że Jus coś zrobił? Chyba nie,co?
Komentarze byłyby mile widziane,serio

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 3

-Justin?! Ale........ty..........byłeś inny..........a teraz? EEEEEEE- sama palnęłam się w czoło,bo nie miałam tego mówić.
-Może się przejdziemy i ci wszystko wyjaśnie,hmmm?
-Ok, mi pasuje. - odłożyłam torbę do przedpokoju domu Justina i udaliśmy się na spacer.
-Więc,tylko ty z tej twojej szkoły widziałaś mnie takiego,mam na myśli mnie,prawdziwego,takiego jak wyglądam w realu.
-Ale czemu nie chodzisz tak ubrany do szkoły? Nawet nie wiesz ile dziewczyn za toba latało.
-Wiem. Opowiem ci coś ok?
-Ok.
-Jak byłem w mojej starej szkole zupełnie olewałem nauke. Liczyło się dla mnie to ile kto ma kasy. Nie myślałem że to tak strasznie boli innych. Potem zawaliłem zupełnie pierwszy semestr,a to jest wkońcu trzecia klasa i trzeba się naprawdę starać żeby iść na naprawdę dobre studia, a ja to olałem. Liczyły się tylko laski i kasa. Nic więcej. Więc moja mama postanowiła zrobić coś co zniszczy mi życie. Przepisała mnie do innej szkoły i zabroniła mi być sobą. Pokupywała jakieś koszule i ohydne sweterki żebym nie był sobą,żebym skoncentrował się wyłącznie na nauce, i tak się stało. Pragnę się dostać na wymażone studia,dlatego nie mogę sobie znów pozwolić na coś takiego.
-Okeej? Rozumiem,ale czemu masz udawać kogoś kim nie jesteś?
-Nie mam wyboru... - to był dziwny chłopak,ale trochę go rozumiałam.
-Musisz być sobą. Rozumiesz? Sobą i tylko sobą!
-Chce żeby to zostało pomiędzy nami.
-Nie! Dziewczyny mają się dowiedzieć jakie z ciebie ciacho....eeee.......sory..ja
-hahaha,nic nie szkodzi...wiele razy to słyszałem jak byłem w starej szkole. Wiesz, jesteś inna, taka zwyczajna. Nikogo nie udajesz.
-Dzięki. - na pewno na mojej twarzy zagościł teraz spory rumieniec. - Proszę cie, Justin. Bądź sobą...
-Naprawde tego chcesz?
-Chce,jak najbardziej.
-Więc będę. - chłopak lekko dotknął mojej dłoni, po czym złączył ją ze swoją. Ciarki przeszły po całym moim ciele. Był tak nieziemsko przystojny,że odbierało mi mowę.
-Justin?
-Tak?
-Jutro do ciebie wpadne i opracujemy ci jakiś superciuszek do szkoły, co ty na to?
-Jestem za,ale chyba musze ci pomóc z matmą. Nie wydaje ci się?
-No tak, jezuu,na śmierć zapomniałam!
-No to lecimy...
Pobiegliśmy szybko do jego domu. Chłopak przez całe 2 godziny mi tłumaczył mi te wszystkie zależności,ale nie na marne, bo z tych  korków wyniosłam więcej nić z całego pierwszego semestru i miałam odrobioną całą pracę domową również z pierwszego semestru. Po 'zajęciach' Justin jeszcze mnie odprowadził pod sam dom,bo cytuje go "takie śliczne dziewczyny jak ty nie powinny się pałętać o tej godzinie same po mieście".
-Dziękuje, Jus.
-Jus? Czy ty dałaś mi właśnie zdrobnienie?
-Tak, a nie mogę? - uśmiechnęłam się zadziornie.
-Więc ja też dziękuję, Gab - odwzajemnił zadziorny uśmieszek.
-Dobranoc,Jus-dałam mu buziaka w policzek i już miałam wchodzić do domu,gdy jego ciepła dłoń znów dotknęła mojej i zwinnie mnie odwrócił.
-Dobranoc,Gab - wypowiedział słodko chłopak i lekko musnął moje usta. Pochylił się  i szepnął mi na ucho: - Przyjdź jutro rano,ok? - pomachałam twierdząco głową. Jeszcze raz posmakowałam jego ust i odszedł.
Ja o mało nie zemdlałam, bo gdy weszłam do domu po prostu zaliczyłam glebe, bo nogi się pode mną ugięły. Już nie mogę się doczekać jutra.
***********************************************
Taki se tam słaby dosyć,ale troszku romantyczny.
O to chodziło cnie?
Proszę o jakikolwiek znak,że monitor wam nie pękł jak to czytaliście,bo normalnie ostatnio z opowiadaniami na psy schodzę.
To tyle, dzięki i do zoba <3