" Czuje się samotny bez ciebie u boku. Kiedy będziesz? Jus xoxo"
Nic nie odpisałam tylko poleciałam pod prysznic. Umyłam się moim ulubionym żelem miodowym. Na włosy nałożyłam szampon i odżywkę vaniliową. Po ok. 10 minutach wyszłam z zaparowanego pomieszczenia owinięta jedynie ręcznikiem i pomaszerowałam do pokoju. Włączyłam laptopa i puściłam moje demo, na którym śpiewam. Piosenka ślicznie roznosiła się po moim pokoju a ja w jej rytmie wybierałam jakieś ubranko na dzisiaj. Wkońcu wybrałam coś odpowiedniego , bo w końcu ide do szkoły, a zresztą kochałam tego czarnego fullcapa. Włosy wysuszyłam i odrobinę zakręciłam,a oczy potraktowałam kredką i eyelinerem. Tak gotowa zeszłam na dół przywitać się z rodzinką, jednak zastałam tam pustkę. CO?! Jak to możliwe że nikogo nie ma?! Spojrzałam na zegarek na ręku. CO?!?! Była już 7, a ja jeszcze nie u Jusa? Chwyciłam torebkę z drugim śniadaniem oraz torbę z książkami i wybiegłam z domu. Chwila. Mam zostawić dom otwarty? Wróciłam się do pomieszczenia.
-JOSH!
-No?
-Zamykasz dom!
-Czemu?
-Bo ja się śpieszę,pa! - rzuciłam i pobiegłam w stronę domu chłopaka. Boże. Spóźnie się. Przecież jest już po 7. AAAAAAAAAAAAA! Tak na serio, bieganie nie sprawiało mi żadnej trudności,bo trenowałam kosza przez 8 lat. A ta gra to jest BIEGANIE za piłką,więc? To banał. Dobra. Dobiegłam do domu Jusa. Znów spojrzałam na zegarek 7.30. Rzesz! Zadzwoniłam do drzwi,po chwili otworzyła mi kobieta.
-Dzień dobry. -uśmiechnęłam się. To pewnie była jego mama.
-Dzień dobry. Do Justina,tak?
-Yhhhh,tak.
-Schodami na górę i drzwi na lewo.
-Dziękuję. - znów obdarzyłam ją uśmiechem i ruszyłam na górę. Zapukałam lekko do drzwi i powoli weszłam wgłąb.
-Hej. - powiedziałam.
-Hej,troche się spóźniłaś,ale czekałem aż mnie ubierzesz. - te słowa wywołały u mnie uśmiech. -Ok,to zaczynamy. -otworzyłam wielką szafę chłopaka. Było tam chyba wszystko co chłopak mógł ubrać. Śliczne i nowiutkie Fullcapy. Boziu. Wybrałam mu na dzisiaj coś zwykłego,żeby ludzie w szkole się do niego przyzwyczaili. Baiły t-shirt,czarne spodnie z krokiem i morska bluza załatwiały sprawę. Do tego parę ozdób i włosy postawione na żel. Bóstwo nie chłopak.
-Noi jak? -odwrócił się wkońcu.
-Jak bóg. - uśmiechnęłam się. Chłopak podszedł do mnie i mocno przytulił po czym lekko pocałował.
-Twój bóg. I tylko twój.- mimowolnie znów się uśmiechnęłam.
-Dobra na nas czas,no nie?
-No tak...- Szliśmy z jakieś dobre 20 minut,bo ciągle się zatrzymywaliśmy,nawet nie pytajcie po co. W końcu doszliśmy do szkoły. Justin porwał moją dłoń i ją ucałował a potem splótł ją ze swoją na oczach całej szkoły na korytarzu. Każda, dokładnie KAŻDA laska się na niego gapiła.
-Mówiłam że ja robię cuda?
-Co masz na myśli?
-Z kujonka zrobiłam SUPER OGIERA.
-Mrrrrrrrr- zamruczał,obrócił mnie na pięcie i czule pocałował. Zaczęły się szepty i pokazywanie palcem. -To tylko chwilowe. - wyszeptał. Pewnie zobaczył mój wyraz twarzy.
6 lekcji poszło z dymem. Teraz przyszedł czas na wf. Przebrałam się jako pierwsza z dziewczyn. Włosy zaczesałam w wysokiego kitka i pobiegłam już na sale. Chyba nie tylko ja się tak szybko przebrałam, bo Justin już ćwiczył rzuty do kosza. Szybko podbiegłam, podskoczyłam wysoko i chwyciłam piłkę.
-Tak to się robi. - stanęłam tyłem do kosza i rzuciłam. Trafiony!
-WOOOW,jestem pod wrażeniem. - chłopak zaczął klaskać, co znowu wprawiło mnie w uśmiech. Rzuciłam piłką w niego. Reszta klasy dotarła. Rzecz,która mnie ogromnie zdziwiła,to było to że Justin teraz ma w szkole nowych kumpli. Wcześniej ich nie miał. Szczególnie przyjaźni się z Jamesem z naszej klasy. Chyba rzeczywiście się dogadują. Na boisko wbiegły dziewczyny,co oczywiście zostało zdopingowane głośnym gwizdaniem chłopaków. Na boisku zauważyłam Kathy. Od razu do niej podbiegłam.
-Kathy? Co ty robisz na wfie? Przecież ty zawsze olewasz wf...
-Tsaaa,ale pan Smith kazał mi chociaż raz przyjść bo mi nie zaliczy przedmiotu.
-Aha?
-Widziałam cię rano z jakimś chłopakiem,ze ślicznym chłopakiem. Nie znam gościa, kto to?
-Justin. Emmmmm,ten kujonek...
-CO?! Czyli on tak wygląda w realu?
-Noooo
-Zazdroszcze. Noi przynajmniej masz z kim iść na bal,a ja jak zwykle nie mam. - No tak! Zapomniałam o balu semestralnym. Jest w sobote.
-Zobaczysz, też ci kogoś znajde...
-Obiecujesz?
-Obiecuje.
-Ok, dzisiaj gramy dziewczyny na chłopaki! - rozbrzmiał głos pana Smith'a.
-Ale w co proszę pana? - spytała Courtney,moja kumpela z treningów.
-W kosza, ma się rozumieć!- krzyknął,chociaż był obok nas. Gdy tylko padło słowo 'kosz' bardzo się ucieszyłam. Dobrze zrobi jak poćwiczę,bo już dawno nie grałam. - Ok,kto wybija? -od razu się zgodziłam. Z chłopaków wypychali na początku Jamesa bo jest najlepszy w kosza z chłopaków,ale nie chciał więc wypchnęli ich 'nowego ziomka' Justina. Gdy tylko mnie zobaczył podszedł. - Ok,podajcię sobie dłonie i zaczynamy. Bez faulowania ma się rozumieć! - znów się wydarł. Każdy z nas podał sobie dłoń. Ostatni był Jus. Podszedł do mnie i wyszeptał mi na ucho:
-My nie podajemy sobie dłoni,robimy coś innego prawda? - uśmiechnął się szyderczo i wpił się w moje usta.
-Dobra,dosyć tego! -krzyknął nauczyciel,ale był tylko metr od nas,mógł to normalnie powiedzieć. Tak nas przestraszył że przerwaliśmy czułości i przeszliśmy do gry. -3...2...1! I start!- Justin wybił piłkę,ale ja ją szybko odebrałam,a że inne dziewczyny <oprócz Courtney> bały się złamać sobie paznokcia odbijając piłkę,to w ogóle nie brały udziału w grze. I tak to właśnie ja i Courtney wygrałyśmy 3:2. A byłyśmy tylko 2 na 15 chłopaków. To było coś! Po udanym wf-ie poszłam pod prysznic,znów ubrałam na siebie ubrania a rzeczy od wfu wrzuciłam do mojej czarnej torby z adidasa. Noi skończyliśmy lekcje. Oczywiście musiałam czekać na Biebera,bo ten się grzebał. Wiecie czemu? Bo ganiali się z chłopakami w samych ręcznikach po całej sali. W sumie to było pociągające,ale naprawdę denerwujące,ale poczekałam. W końcu królewicz z bajki wyszedł psikając jeszcze swoim perfumem do pomieszczenia na odchodne. Wyszedł ze swoim nowym ziomkiem,Jamesem. Gdy wyszliśmy z budynku zorientowałam się że chłopak idzie w inną stronę niż ja.
-Słonko,nie idziesz ze mną? - spytałam go.
-Przepraszam, kochanie,ale musze na chwile zajść do Jamesa. Mogłabyś pójść sama?
-Ok,wporządku. - odwróciłam się na pięcie i poszłam w inną stronę.
-Nie gniewasz się,prawda? - podbiegł do mnie. Oczywiście że byłam na niego MEGA WŚCIEKŁA,bo to dzięki mnie ma teraz przyjaciół,ale nie mogę mu tego zabronić,wkońcu to facet,a nie moja zabawka.
-Oczywiście że nie,skarbie. - pogładziłam go po policzku, miałam ochotę teraz dać mu z liścia,ale nie mogłam,musiałam się hamować.
-To dobrze, Gab - musnął lekko moje usta i odszedł. AHA, Czyli to tak teraz będzie wyglądało,tak? On będzie sobie z kolegami,a ja będę sama? Ale nie,spokojnie. To w końcu Justin,a nie jakiś bachor. Trzeba się opanować,bo w końcu nie mam go na wyłączność...
*********************************************************
Ekhm....<okaszlnięcie>
No więc? Co o tym myślicie? Myślicie że Jus coś zrobił? Chyba nie,co?
Komentarze byłyby mile widziane,serio
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz