-Justin?! Ale........ty..........byłeś inny..........a teraz? EEEEEEE- sama palnęłam się w czoło,bo nie miałam tego mówić.
-Może się przejdziemy i ci wszystko wyjaśnie,hmmm?
-Ok, mi pasuje. - odłożyłam torbę do przedpokoju domu Justina i udaliśmy się na spacer.
-Więc,tylko ty z tej twojej szkoły widziałaś mnie takiego,mam na myśli mnie,prawdziwego,takiego jak wyglądam w realu.
-Ale czemu nie chodzisz tak ubrany do szkoły? Nawet nie wiesz ile dziewczyn za toba latało.
-Wiem. Opowiem ci coś ok?
-Ok.
-Jak byłem w mojej starej szkole zupełnie olewałem nauke. Liczyło się dla mnie to ile kto ma kasy. Nie myślałem że to tak strasznie boli innych. Potem zawaliłem zupełnie pierwszy semestr,a to jest wkońcu trzecia klasa i trzeba się naprawdę starać żeby iść na naprawdę dobre studia, a ja to olałem. Liczyły się tylko laski i kasa. Nic więcej. Więc moja mama postanowiła zrobić coś co zniszczy mi życie. Przepisała mnie do innej szkoły i zabroniła mi być sobą. Pokupywała jakieś koszule i ohydne sweterki żebym nie był sobą,żebym skoncentrował się wyłącznie na nauce, i tak się stało. Pragnę się dostać na wymażone studia,dlatego nie mogę sobie znów pozwolić na coś takiego.
-Okeej? Rozumiem,ale czemu masz udawać kogoś kim nie jesteś?
-Nie mam wyboru... - to był dziwny chłopak,ale trochę go rozumiałam.
-Musisz być sobą. Rozumiesz? Sobą i tylko sobą!
-Chce żeby to zostało pomiędzy nami.
-Nie! Dziewczyny mają się dowiedzieć jakie z ciebie ciacho....eeee.......sory..ja
-hahaha,nic nie szkodzi...wiele razy to słyszałem jak byłem w starej szkole. Wiesz, jesteś inna, taka zwyczajna. Nikogo nie udajesz.
-Dzięki. - na pewno na mojej twarzy zagościł teraz spory rumieniec. - Proszę cie, Justin. Bądź sobą...
-Naprawde tego chcesz?
-Chce,jak najbardziej.
-Więc będę. - chłopak lekko dotknął mojej dłoni, po czym złączył ją ze swoją. Ciarki przeszły po całym moim ciele. Był tak nieziemsko przystojny,że odbierało mi mowę.
-Justin?
-Tak?
-Jutro do ciebie wpadne i opracujemy ci jakiś superciuszek do szkoły, co ty na to?
-Jestem za,ale chyba musze ci pomóc z matmą. Nie wydaje ci się?
-No tak, jezuu,na śmierć zapomniałam!
-No to lecimy...
Pobiegliśmy szybko do jego domu. Chłopak przez całe 2 godziny mi tłumaczył mi te wszystkie zależności,ale nie na marne, bo z tych korków wyniosłam więcej nić z całego pierwszego semestru i miałam odrobioną całą pracę domową również z pierwszego semestru. Po 'zajęciach' Justin jeszcze mnie odprowadził pod sam dom,bo cytuje go "takie śliczne dziewczyny jak ty nie powinny się pałętać o tej godzinie same po mieście".
-Dziękuje, Jus.
-Jus? Czy ty dałaś mi właśnie zdrobnienie?
-Tak, a nie mogę? - uśmiechnęłam się zadziornie.
-Więc ja też dziękuję, Gab - odwzajemnił zadziorny uśmieszek.
-Dobranoc,Jus-dałam mu buziaka w policzek i już miałam wchodzić do domu,gdy jego ciepła dłoń znów dotknęła mojej i zwinnie mnie odwrócił.
-Dobranoc,Gab - wypowiedział słodko chłopak i lekko musnął moje usta. Pochylił się i szepnął mi na ucho: - Przyjdź jutro rano,ok? - pomachałam twierdząco głową. Jeszcze raz posmakowałam jego ust i odszedł.
Ja o mało nie zemdlałam, bo gdy weszłam do domu po prostu zaliczyłam glebe, bo nogi się pode mną ugięły. Już nie mogę się doczekać jutra.
***********************************************
Taki se tam słaby dosyć,ale troszku romantyczny.
O to chodziło cnie?
Proszę o jakikolwiek znak,że monitor wam nie pękł jak to czytaliście,bo normalnie ostatnio z opowiadaniami na psy schodzę.
To tyle, dzięki i do zoba <3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz