czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 5

-Gab,halo,jezu wstawaj...wiem,że jest weekend,ale jesteś mi bardziej niż koniecznie potrzebna. -usłyszałam prawie niedosłyszalny szept mojego brata.
-Josh,wiesz że cie nienawidzę? Która jest godzina? -spytałam lekko podnosząc powieki.
-A więc jest 9. -popatrzył na mnie błagalnie.
-Dobra,o co chodzi?-spytałam podnosząc się do pozycji siedzącej.
-Chciałbym zrobić męski wieczorek,bo rodzice wracają dopiero jutro i bardzo potrzebuje,żebyś się stąd ulotniła za 7 godzin.
-To czemu budziłeś mnie o 10?-spojrzałam na niego wrogo. -Mogłeś równie dobrze obudzić mnie za 6 i pół godziny i też bym się gdzieś zabrała.
-Przepraszam?
-Co będę z tego miała? -spytałam wywracając oczami.
-Wszystko co zapragniesz. -uniosł dwa palce ku górze robiąc znak harcerza.-Przysięgam.
-Dobra. -jęknęłam, lekko podnosząc się z łózka.
-Kocham cię.-pocałował mnie mocno w policzek,po czym opuścił mój pokój.
Odetchnęłam spokojnie, po czym pokierowałam się pod prysznic. Zmyłam z siebie ostatnie resztki snu. Wyszłam sprawnie z kabiny i pokierowałam się do swojego pokoju. Wysuszyłam szybko włosy i przebrałam się w coś na dzisiaj. Nałożyłam lekki makijaż i byłam gotowa. Do podręcznej torby zapakowałam poduszkę,telefon i inne przydatne rzeczy, a po pache wsadziłam koc i tak udałam się do Kathy. O dziwo otworzyła mi jej mama.
-Dzień dobry Gabriello.
-Dzień dobry pani Rose. -uśmiechnęłam się lekko. -Przyszłam do Kathy.
-Niestety,ale chyba dzisiaj nie będziesz mogła jej odwiedzić. -powiedziała surowo.
-Ale...
-Kathy ma szlaban,przepraszam Gabriello ale śpieszę się do pracy. -odparła i zamknęła mi drzwi przed nosem.
Znałam dobrze jej mame i od kiedy ją znam zawsze taka była. Zimna.
Okej...
Wróciłam do domu z napewno najdziwniejszą miną jaką umiałam zrobić. Zamknęłam za sobą drzwi i zdjęłam buty.
-A ty tu co robisz?
-Kathy ma szlaban.Zostaje w domu. -rzuciłam rzeczami o podłogę wściekła jak nie ja.
-A nie możesz iść do jakiejś innej koleżanki?
-Nie. -oburzyłam się. -Zostaję.
-Nie. Posłuchaj...to moja impreza,nie obchodzi nie do kogo pójdziesz,masz stąd iść i nie przynosić mi wstydu.
-Wiesz...nie wiem po kim masz te geny,ale jesteś chamem. -splunęłam i pobiegłam na górę.
Wszystkie rzeczy wyrzuciłam na łóżko, po czym rzuciłam się na nie brzuchem do sufitu.
Co ja teraz zrobię? To nie chodzi o mojego brata,bo może mi tak pieprzyć zawsze,ale o to,że ostatnim towarzystwem jakie bym wybrała to towarzystwo mojego brata i jego kolegów.
Już mam....Justin.
Szybko wygrzbałam z pod siebie telefon,przesunęłam palcem bo wyświetlaczu odblokowując go i napisałam szybko smsa.
"Mogłabym dzisiaj do ciebie wpaść? Na noc? "
Odpisał chyba po dwóch sekundach.
"Brzmi kusząco,ale jest jedno ale...........moja młodsza siostra jest w domu."
"Wszystko lepsze od mojego brata"
"Wytłumaczysz potem:)"
"Będę niedługo".

Jak mus to mus. Znów poszłam się przebrać, w coś innego.
Poprawiłam trochę makijaż i byłam gotowa. Chwyciłam torbę,którą miałam zabrać do Kathy i zeszłam na dół.
-Gdzie idziesz?
-Nie twoja w tym głowa,w końcu nie mogę ci przynieść wstydu. -warknęłam.
-Gab..
-Po prostu daj mi spokój!-krzyknęłam i zatrzasnęłam przed nim drzwi.
Przy bramie pod naszym domem stał samochód i to nie byle jaki. Postanowiłam go minąć,ale gdy tylko koło niego przechodziłam klakson zatrąbił za szyba otworzyła się.
-Ktoś wzywał podwózkę? -zza szyby wyłoniła się głowa Justina.
__________________________________________________________________________
witam po małej przerwie:) od lipca,ale nie ważne.
jak się podoba?
widok stronki troszke się zmienił,no i przybyło bohaterów.mam nadzieje,że się podoba,do zobaczenia niedługo:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz